|
ROZDZIAŁ I Aresztowanie - Rozmowa z panią Grubach - Potem panna Bürstner
Rozpoczyna się od stwierdzenia narratora, że ktoś musiał donieść na pana K. Mimo że niczego złego nie zrobił, pewnego ranka został aresztowany. Codziennie przed ósmą pani Grubach przynosiła mu śniadanie. Tego dnia jednak nie zjawiła się, a zamiast niej wszedł do pokoju jakiś dobrze zbudowany mężczyzna, smukły, ubrany w strój podróżny z masą sprzączek, fałd i guzików. Pan K. rozmawiał z nieznajomym. Ten wszedł i zapytał, czego chce K.? Poprosił, by Anna przyniosła mu śniadanie. Obcy odwrócił się i do kogoś pod drzwiami przekazał polecenie. Dał się słyszeć śmiech z kuchni. K. szybko ubrał się i wszedł wolno do drugiego pokoju, gdzie przy stoliku siedział drugi nieznajomy. Mimo żądań widzenia pani Grubach, nieznajomy oświadczył, że K. jest aresztowany. Na pytanie o powód aresztowania, obcy nie wiedział. Postępowanie jest już wdrożone i w swoim czasie K. dowie się wszystkiego. Stojący przy drzwiach nazywał się Franciszek i to on uspokajał K. obaj nieznajomi radzili mu oddać rzeczy osobiste im, zamiast do przechowalni, z której często giną rzeczy.
K. analizował sytuację. Wydawało mu się, że to wszystko wielki żart zrobiony mu z okazji trzydziestych urodzin. Właśnie je obchodził. Myślał, aby roześmiać się tym niby strażnikom i może wtedy wszystko się wyda, cały ów żart. Jeśli to miała być komedia, trudno, zagra w niej i chce dobrze wypaść. Był przecież wolny.
Poszedł między strażnikami do swego pokoju i w szufladzie odszukał metrykę, kartę rowerową. Zauważył panią Grubach i pozwolił jej wejść, ale ona widząc obcych ludzi cofnęła się. K. Zaprotestował. Pokazał strażnikom swoje dokumenty i zażądał, aby oni wylegitymowali się także. Usłyszał wykręty. Franciszek nie podnosząc oczu odpowiedział, że K. zachowuje się jak dziecko, nie ich sprawą jest proces, który K. przegra, jeśli będzie zachowywał się tak jak dziecko. Ich nie interesują jego dokumenty, poza tym są zwykłymi strażnikami i tylko za to im płacą. Jest prawo, które złamał, jest ktoś, kto wysyła ich i oni wykonują swoje obowiązki, nic więcej. K. oburzony nieco powiada, iż nie zna takiego prawa. Franciszek zwraca się po imieniu do drugiego, Willema, zwracając mu uwagę na fakt, że K. nie zna prawa, a twierdzi, iż jest niewinny. K. nie chciał już dyskutować, a poprosił o zaprowadzenie go do ich przełożonego. Otrzymał w odpowiedzi chłodne, że zaprowadzą go, ale wówczas, gdy wezwie ich ów przełożony. Kazano mu pójść do swojego pokoju i czekać. Przy tym strażnicy obrazili się na zachowanie K. Zwrócili mu uwagę, że są wyżej nad nim, bo są wolni, a on aresztowany.
Wrócił do pokoju i rzucił się na łóżko. Jadł jabłko i czuł się bezpiecznie. Miał iść do pracy w banku, ale cóż, z pewnością będzie w stanie to usprawiedliwić. Dziwił się strażnikom, iż zostawili go w pokoju, w którym mógł na przykład odebrać sobie życie. Oczywiście nie miał takiego zamiaru. Widocznie strażnicy także nie widzieli żadnego niebezpieczeństwa. Nagle strażnik Franciszek zawołał, iż nadzorca wzywa K. przeraził go wojskowy krzyk strażnika. K. wybiegł w koszuli, na co strażnicy zwrócili mu uwagę, że nadzorca każe go obić za ten strój i im też może się dostać. Powinien ubrać się na czarno. K. zgodził się, skoro to może przyspieszyć sprawę. Ubrany został zaprowadzony dalej o kilka pokoi, gdzie mieszkała pani Bürstner. Siedział tam nadzorca. Dla K. nie było krzesła. Nie chciał mówić, iż sytuacja obecna to jakiś żart i nadzorca podzielał tę opinię. K. rozważał głośno sytuację, nie rozumiał powodów aresztowania, nie widział też mundurów u strażników i nadzorcy, nie wiedział, jakim urzędnikiem jest nadzorca. Żądał wyjaśnień.
|
|